poniedziałek, 10 marca 2014



Jak do finansów podchodzą polskie kobiety? Czy obiegowa opinia o rozrzutności płci pięknej 
ma swoje uzasadnienie? Z badania Fundacji Kronenberga przy Citi Handlowy wynika, 
że niekoniecznie …Postawy Polaków wobec oszczędzania




POLKA PLANUJE

Badanie „Postawy Polaków wobec oszczędzania” przeprowadzane corocznie przez Fundację Kronenberga dowodzi, że aż 45% polskich kobiet planuje swoje większe, regularne wydatki 
w perspektywie miesiąca. Trudno się temu dziwić. Statystyczna Polka jest osobą bardzo zajętą. 
Z danych międzynarodowej Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju* wynika, że polskie kobiety poświęcają średnio około 5 godzin dziennie na prace domowe, często łącząc je z obowiązkami zawodowymi. Opieka nad dziećmi, domem, rozwój własnej kariery (polskie kobiety ustawicznie dążą do samodoskonalenia się), nadzór nad domowymi finansami, wymagają od nich doskonałych zdolności organizacyjnych, zorientowania na cel i jak największą efektywność wykonywanych obowiązków. Dla porównania, panowie, chociaż więcej pracują to jednak w kwestii planowania wydatków zdecydowanie ustępują swoim żonom i partnerkom. Co trzeci z nich nie planuje żadnych, regularnych wydatków w dłuższej perspektywie.

POLKA KONTROLUJE WYDATKI

A jak jest z kontrolowaniem wydawania pieniędzy? Płeć piękna podobno, jak głosi powszechna opinia,  ma z tym duży problem. Czy rzeczywiście tak jest? Zajęta pani domu, będąca jednocześnie kobietą pracującą zazwyczaj nie może sobie pozwolić na rozrzutność. Owszem, zdarza się 
jej kupić coś pod wpływem impulsu, jednak zazwyczaj bez uszczerbku dla domowego budżetu. Jednoznacznie potwierdzają to dane wynikające z badania Fundacji Kronenberga przy Citi Handlowy: tylko co dziesiąta Polka przyznaje, że nie kontroluje swoich wydatków, a aż 40% twierdzi, że panuje nawet nad najdrobniejszymi. A co na to Panowie? W porównaniu z paniami, odsetek mężczyzn, przyznających się do braku kontroli nad własnymi wydatkami jest dwukrotnie wyższy (22%).

POLKA JEST ODPOWIEDZIALNA

I Polki, i Polacy mają wysokie poczucie odpowiedzialności, jeśli chodzi o spłatę swoich zobowiązań. Dwie trzecie kobiet i ponad połowa mężczyzn terminowo reguluje swoje zobowiązania. Podobnie przedstawia się sytuacja, jeśli chodzi o samo podejście do oszczędzania: zarówno panie, 
jak i panowie twierdzą, że oszczędzać nie tylko trzeba, ale i warto. Jednak już w kwestii tego, 
jak powinno się gromadzić środki ich zdania są rozbieżne. Według mężczyzn, najlepszym sposobem zarządzania nadwyżkami finansowymi jest trzymanie gotówki w domu.Kobiety z kolei ulokowałyby ją na lokacie terminowej. Panowie też bardziej ufają sobie jeśli chodzi o inwestycje (39%), natomiast panie sugerują się opinią rodziny i znajomych. Jeśli chodzi o samo oszczędzanie – regularnie odkłada pieniądze co dziesiąty mężczyzna i co dziesiąta kobieta.

Dane z  badania Fundacji Kronenberga przy Citi Handlowy „Postawy Polaków wobec oszczędzania”:

    •    45% ankietowanych kobiet planuje swoje regularne  wydatki w perspektywie miesiąca,
    •    31% mężczyzn nie planuje żadnych regularnych wydatków w perspektywie miesiąca,
    •    13 % przyznaje, że nie panuje nad swoimi wydatkami, podobnie twierdzi 22% mężczyzn,
    •    40% kobiet kontroluje nawet najmniejsze, codzienne wydatki,
    •    60% kobiet i 55% mężczyzn przyznaje, że reguluje swoje zobowiązania terminowo,
    •    19% mężczyzn twierdzi, że najlepszym sposobem zarządzania nadwyżkami finansowymi jest trzymanie gotówki w domu, tak też uważa 12% kobiet.



źródło: informacja prasowa

Bierne i aktywne inwestowanie.


Osiem słusznych decyzji w ciągu ostatnich 14 lat mogło przyczynić się do podwojenia zysków, podczas gdy bierne systematyczne oszczędzanie w ponad połowie przypadków nie pozwoliło na wypracowanie zysków, które przewyższałyby inflację.

Prawie 25,4 tys. zł – taki kapitał mógł zgromadzić inwestor, który począwszy od 2000 roku regularnie co miesiąc inwestowałby 100 zł w fundusz polskich akcji. Przy sumie dokonanych wpłat w wysokości 17,1 tys. oznacza to całkowity zysk na poziomie 48,3 proc., co przekłada się na średnią roczną stopę zwrotu rzędu 3,4 proc. Tyle wyniosła średnia dla 11 działających nieprzerwanie od tego czasu funduszy. Najlepszych fundusz osiągnął zysk lekko przekraczający 100 proc., czyli ok. 6,2 proc. średnio rocznie. Znalazł się też niestety jeden taki, który w omawianym okresie przyniósł 7,5-proc. stratę.



Prezentowane stopy zwrotu są zyskami brutto, czyli przed odliczeniem 19-proc. podatku. Gdyby go uwzględnić, średni roczny zysk dla wszystkich funduszy stopniałby do 2,76 proc., a dla tego najlepszego do ok. 5,2 proc. W latach 2000-2013 średnia roczna inflacja wyniosła 3,3 proc., a to oznacza, że realny zysk przyniosły tylko te fundusze, które odnotowały wyższe stopy zwrotu netto. W omawianym okresie było ich cztery (na 11 analizowanych).

Od funduszy akcji oczekiwałoby się jednak więcej, zwłaszcza z uwagi na wysokie ryzyko związane z tym rodzajem inwestycji. Zyski na poziomie inflacji można przecież w stosunkowo bezpieczny sposób wypracować na bezpiecznych lokatach bankowych czy obligacjach skarbowych, wystarczy aktywnie przeglądać oferty i wybierać te z najwyższymi odsetkami. W przypadku większości funduszy akcyjnych, inwestując regularnie bez oglądania się na aktualną koniunkturę rynkową, w ostatnich czternastu latach trudno było liczyć na dużo więcej, a nawet jeśli się to udało, to trzeba jeszcze było mieć nieco szczęścia, żeby trafić na ten właściwy fundusz.

Sposobem na to, żeby zwiększyć szanse na zysk, jest wykazanie minimum aktywności w zarządzaniu swoimi oszczędnościami, reagując na występujące na giełdach akcji naprzemiennie okresy hossy i bessy. Przyjęcie prostej zasady, że przy spadku indeksu WIG o co najmniej 20 proc. od poprzedniego szczytu dokonujemy konwersji na fundusz pieniężny, a gdy po jakimś czasie indeks wzrośnie o przynajmniej 20 proc. od ostatniego dołka wracamy z powrotem do funduszu akcji (płacąc przy tym ewentualny podatek od zysków i prowizje) powoduje, że w omawianym okresie średni całkowity zysk przed opodatkowaniem funduszy polskich akcji przekroczyłby 137 proc., a średnio rocznie sięgnąłby 6,2 proc. Oznaczałoby to, że z wpłaconych 17,1 tys. zł, jak w powyższym przykładzie, średnio można by było odłożyć ponad 40,5 tys. zł, czyli o ponad połowę więcej niż w przypadku inwestowania regularnego, ale biernego. Od 2000 roku naliczyliśmy cztery takie cykle, w których „sprzedawaliśmy” (po spadku WIG-u o 20 proc. od ostatniego szczytu), a następnie „kupowaliśmy” (po wzroście o WIG-u o 20 proc. od ostatniego dołka).







Przy zastosowaniu opisanej powyżej prostej formy „timingu”, czyli reagowania na bieżące wydarzenia rynkowe zgodnie z przyjętą na początku strategią, zwraca uwagę także to, że poza zdecydowanym zwiększeniem szansy na realny zysk (w omawianym przykładzie zanotowały go wszystkie fundusze), mniejsze jest też ryzyko wybrania funduszu, który będzie wypadał słabo na tle konkurencji. W przypadku systematycznego inwestowania bez zastosowania „timingu” różnica pomiędzy najlepszym a najsłabszym funduszem akcji była bowiem ponad trzykrotna (z możliwością poniesienia straty włącznie), podczas gdy po jego zastosowaniu dwukrotna.

Średnioroczne zyski funduszy akcji polskich w latach 2000-2014

Źródło: Open Finance.
Zakres procentowej zmiany wartości inwestycji czy indeksu, po osiągnięciu której zamykamy czy rozpoczynamy inwestycję, można ustalić na mniejszym poziomie od tego przyjętego w naszym przykładzie, np. na 10 czy 15 proc. Ponieważ żeby odrobić spadek o 20 proc. potrzebny jest wzrost o 25 proc., można też zróżnicować wysokość progów w zależności od tego, czy dotyczą wzrostu czy spadku. Trzeba jednak pamiętać, że na im mniejszym poziomie ustalimy progi, tym częściej będzie zachodziła konieczność dokonywania konwersji. A w przypadku, gdy będzie to związane z dodatkowymi kosztami (prowizje, podatek) może się okazać, że będzie to nieopłacalne. Dlatego w przypadku funduszy warto wybierać fundusze parasolowe, gdzie korzysta się z odroczenia podatku od zysków kapitałowych do czasu ostatecznego wyjścia z inwestycji. Warto też zawczasu dokładnie przestudiować tabele opłat i prowizji pod kątem wysokości opłat w przypadku dokonywania ewentualnych konwersji (zamian) pomiędzy funduszami. 


 źródło: informacja prasow, Bernard Waszczyk, Open Finance

czwartek, 6 marca 2014

Czy Polacy mają poczucie bezpieczeństwa finansowego?



Polacy są coraz bardziej świadomi potrzeby zabezpieczenia finansowego. Chociaż najczęściej nie myślimy o celu odkładania pieniędzy czy horyzoncie czasowym, to prawie dwie trzecie z nas uważa, że warto zadbać o swoje bezpieczeństwo i już dziś oszczędzać z myślą o przyszłości.
Co zrobić, aby w porę zadbać o bezpieczeństwo domowych finansów? Jak dowodzi raport „Postawy Polaków wobec oszczędzania”, przygotowany przez Fundację Kronenberga przy Citi Handlowy w październiku 2013 r., prawie dwie trzecie badanych deklaruje, że warto odkładać pieniądze, a nie przeznaczać je tylko na bieżące potrzeby. Jesteśmy coraz bardziej świadomi tego, że trzeba myśleć o swojej przyszłości już dzisiaj.

Oszczędzanie to jednak nie jedyny sposób na zabezpieczenie siebie i swojej rodziny. Równie ważnym aspektem jest planowanie domowych wydatków oraz inwestowanie odłożonych pieniędzy. W tej ostatniej kwestii Polacy kierują się najczęściej własną intuicją i ufają wyłącznie sobie i najbliższym. Choć nasza świadomość ekonomiczna jest coraz większa, warto zawsze skonsultować się ze specjalistą posiadającym szeroką wiedzę na temat finansów osobistych. - Fachowa porada doradcy finansowego może bardzo pomóc w zabezpieczeniu domowego budżetu. Wykwalifikowany specjalista podpowie, w co zainwestować środki, jaki kredyt wybrać i jak zbudować plan oszczędnościowy, by dzieci za kilkanaście lat mogły iść na studia - mówi Łukasz Lefanowicz, prezes GERDA BROKER.

Kim właściwie jest doradca finansowy i jak wygląda specyfika jego pracy? Według Łukasza Lefanowicza obecnie na rynku doradztwa finansowego dominuje model, w którym jedna osoba jest ekspertem od wszystkiego. - To błąd. Profesjonalny doradca powinien skupiać się na swojej specjalizacji - jedna osoba powinna doradzać w kwestii ubezpieczeń, a inna w kwestii inwestowania. Trzeba także podejść do każdego klienta indywidualnie, poznać jego potrzeby i w odpowiedzi na nie dobrać zespół ekspertów dedykowanych danym produktom. Długoterminowa współpraca oparta na wzajemnym zaufaniu pozwoli zabezpieczyć odpowiedni poziom życia klienta nie tylko dzisiaj, ale również w przyszłości na emeryturze.

Wzrost wiedzy i świadomości Polaków sprawił, że firmy finansowe obecne na rynku zaczęły dopasowywać model doradztwa do wymagań odbiorców. Dzięki temu czasy, w których po różne produkty należało iść do kilku instytucji, bezpowrotnie minęły. –Klienci cenią sobie czas i wygodę, dlatego usługi doradców finansowych są w naszym kraju tak popularne. Jako pierwsi w Polsce oferujemy konsumentom pełną gamę rozwiązań finansowych w jednym miejscu. Poza oddziałami, mamy grono mobilnych ekspertów, którzy w miarę potrzeb naszych klientów są do ich dyspozycji w całej Polsce – podsumowuje Łukasz Lefanowicz, prezes GERDA BROKER.

źródło: informacja prasowa

Obligacje korporacyjne.



Jedną z najprzyjemniejszych rzeczy w inwestowaniu w obligacje korporacyjne są regularnie wypłacane odsetki, często kilkukrotnie wyższe niż na lokacie bankowej. Przy tym inwestycja pozbawiona jest stresujących codziennych wahań wartości, jak to dzieje się w przypadku akcji. O ile przeprowadzi się ją mądrze.




Ale tak jak w życiu, a zwłaszcza w finansach, nie ma nic za darmo. Ceną za wyższe odsetki jest wyższe ryzyko inwestycji, a często także jej niższa płynność. O ile w dobie bankowości internetowej lokatę możemy zerwać o każdej porze dnia i nocy, tak obligacje korporacyjne można sprzedać tylko w dni robocze, gdy działa Giełda, a i to pod warunkiem, że znajdzie się kupiec. Pod tym względem pewnym kompromisem mogą być fundusze obligacji korporacyjnych, które warunki wyjścia z inwestycji mają ściśle określone.

Z kolei niewielkie wahania wartości obligacji (na naszym rynku obligacji korporacyjnych, ich ceny zwykle oscylują w pobliżu wartości nominalnych, a nie należą do rzadkości sytuacje, gdy ceny obligacji zmieniają się mniej niż o 1-2 proc. w ciągu kilku... lat) mogą okazać się zaletą dla inwestorów ceniących spokój ducha, lecz zarazem oznacza to potencjał zysków ograniczony zwykle do wysokości oprocentowania, które obecnie w przypadku obligacji firm (bez banków) wynosi 8,35 proc. (źródło: Obligacje.pl). Akcje pozbawione są tych ograniczeń, ale oznacza to możliwość osiągnięcia zarówno ponadprzeciętnego zysku jak i równie bolesnej straty.

Natomiast korzystną – w obecnych warunkach – cechą krajowego rynku obligacji korporacyjnych jest fakt, że w zdecydowanej większości są to papiery o zmiennym oprocentowaniu, tj. opartym o stopę WIBOR plus marżę w stałej wysokości. W ten sposób oprocentowanie obligacji automatycznie rośnie lub spada zgodnie z ruchami stóp WIBOR. Ponieważ rynek raczej będzie powoli zmierzał w kierunku podwyżek stóp, niż ich dalszego obniżania, w tym konkretnym momencie konstrukcja zmiennego oprocentowania może okazać się korzystna dla inwestorów. Można powiedzieć, że dzięki zmiennemu oprocentowaniu, inwestorzy unikają ryzyka związanego z ze zmianą stóp procentowych. Nadal jednak ryzykiem pozostaje kondycja samych emitentów – spółek, które wypuszczają obligacje.

Obligacja nie jest przecież niczym innym niż dług, a o jego bezpieczeństwie decyduje zdolność spółki do obsługi zadłużenia i spłaty obligacji. Warto więc w tym miejscu przypomnieć, że tylko w 2014 r. spółki notowane na Catalyst złożyły trzy wnioski ogłoszenie upadłości układowej, z czego dwa tylko w zeszłym tygodniu. Inwestorzy o mniejszym doświadczeniu nie powinni więc łatwo ulegać pokusie stwarzanej przez obligacje o wysokim oprocentowaniu – nie ma w tym przypadku, że najbardziej ryzykowne obligacje cechują się najwyższą rentownością. Być może za cenę niższych zysków (ale wciąż znacznie wyższych niż na bankowej lokacie) warto zainwestować w obligacje firm za pośrednictwem funduszy inwestycyjnych, które po pierwsze dokonają selekcji inwestycji do portfela, po drugie rozłożą ryzyko między wielu (np. 100) różnych emitentów.

Na koniec, opisując instrument inwestycyjny, jakim są obligacje korporacyjne, kilka słów o tym, czym obligacje korporacyjne nie są – nie są kolejnym egzotycznym wynalazkiem finansistów, których główną ideą było takie skonstruowanie produktu, by zarobić jak najwięcej na prowizjach. Zarówno zakup obligacji jak i otrzymywanie odsetek nie wiąże się z żadnymi dodatkowymi kosztami. Nie jest to także instrument egzotyczny, choć może się tak wydawać, ponieważ nie był on dotąd zbyt popularny w Polsce. Dopiero publiczne emisje obligacji takich firm jak PKN Orlen, Getin Noble Bank czy Kruk, sprawiają, że coraz więcej detalicznych inwestorów interesuje się rynkiem, który rośnie o 30 proc. rocznie. Na świecie natomiast rynki obligacji funkcjonują równolegle do rynków akcji od dekad i są bardzo popularną formą inwestowania (przeważnie jednak w ramach grupowych form inwestowania jak ubezpieczyciele czy fundusze). Ich popularność wynika z prostoty obligacji, gdzie zysk tworzą wypłacane odsetki w wysokości przewyższającej oprocentowanie depozytów bankowych.


źródło: informacja prasowa, Roman Przasnyski, Open Finance
image: Flickr

czwartek, 27 lutego 2014

Polacy wybierają bezpieczne oszczędzanie



Na dobre przeprosiliśmy się z niskooprocentowanymi lokatami bankowymi. W styczniu ich saldo zwiększyło się o 5 mld zł. Popularnością cieszą się również fundusze pieniężne, do których w tym czasie napłynęło 1,1 mld zł.


Saldo depozytów zgromadzonych w bankach na rachunkach gospodarstw domowych wzrosło w styczniu o 6,18 mld zł (1,15 proc. m/m) do 542,66 mld zł. W zdecydowanej większości środki te powędrowały na lokaty terminowe, których stan zwiększył się o 5,03 mld zł (1,94 proc. m/m) do 264,98 mld zł. Wprawdzie wciąż znajduje się na nich o 6,05 mld zł mniej niż rok temu, ale od kilku miesięcy można zaobserwować wyraźny wzrost zainteresowania lokatami. To o tyle istotne, że od września oprocentowanie depozytów (oprócz długoterminowych) utrzymuje stały poziom.

Zmiana salda lokat terminowych gospodarstw domowych i średnie oproc. kwartalnych lokat



Źródło: NBP i Open Finance

Uwagę zwraca, że zainteresowanie lokatami zaczęło powracać dopiero wraz ze znalezieniem się oprocentowania na historycznie najniższym poziomie. Spadek średnich stawek kwartalnych lokat (to najpopularniejsza kategoria) w okolice 2,4 proc. w skali roku sprawił, że klienci ponownie zaczęli wpłacać więcej oszczędności na lokaty niż z nich wypłacano. W efekcie, po czterech ostatnich miesiącach (październik-styczeń), na depozyty terminowe wróciło dwie trzecie tego, co zostało wypłacone od marca do września ubiegłego roku (wycofano wówczas 21,2 mld zł).

Wysokie zainteresowanie względnie bezpiecznymi inwestycjami widać także w przypadku funduszy inwestycyjnych. Powszechnie, jako alternatywę dla bankowych depozytów, uważa się fundusze zaliczane do kategorii pieniężnych. W ciągu ostatnich 12 miesięcy łączne saldo wpłat i umorzeń w ich przypadku wyniosło 6,9 mld zł. To blisko jedna czwarta (22,7 proc.) rocznego salda wpłat i umorzeń dla wszystkich funduszy, które wyniosło blisko 30,5 mld zł.

Napływ kapitału do funduszy pieniężnych w ostatnich 12 miesiącach



Źródło: Analizy Online.

W samym styczniu przewaga nabyć jednostek uczestnictwa funduszy pieniężnych nad ich umorzeniami sięgnęła prawie 1,1 mld zł. Czyni to z nich najpopularniejsze fundusze w segmencie detalicznym, czyli skierowanych do inwestorów indywidualnych. Do funduszy akcji, drugich pod względem popularności mierzonej napływem świeżego kapitału, w pierwszym miesiącu tego roku trafiło niespełna 491 mln zł, a w ciągu ostatnich 12 miesięcy, 3,37 mld zł.

Średnia roczna stopa zwrotu funduszy pieniężnych (na 20 lutego 2014 r.) wyniosła 3,2 proc., przy czym dziesięć na ponad 40 funduszy przyniosło zyski przekraczające 4 proc., a rekordzista zarobił 8,2 proc. Dla porównania, średnia dla rocznych depozytów oferowanych przez banki na początku lutego 2013 wynosiła 4,32 proc., zaś najlepsza oferta opiewała na 5,09 proc.


źródło: informacja prasowa Michał Sadrak, Bernard Waszczyk
Open Finance

Siedem grzechów inwestora


Jeśli chcesz by twoje oszczędności  przynosiły pokaźne zyski, nie wystarczy, że dobrze je ulokujesz. Musisz jeszcze wystrzegać się złych nawyków i pochopnych decyzji – pisze Tomasz Gomółka, ekspert Banku BGŻOptima.

Kupić jednostki funduszu inwestycyjnego? Nic prostszego. Wystarczy pójść do banku, a może nawet zrobić to przez Internet. Jednak, żeby osiągnąć z tego zamierzone efekty w postaci zysków, na pewne rzeczy nie można sobie pozwolić. Poniżej lista głównych grzechów inwestorów. Nie stać cię na ich popełnianie.

Brak świadomości celów inwestycyjnych

Jeśli nie wiesz dlaczego inwestujesz, to nie będziesz w stanie dobrać finansowego produktu do swoich potrzeb. Najpierw musisz wiedzieć, po co to robisz. Znając swój cel będziesz też wiedzieć, jaki jest twój horyzont inwestycyjny, czyli na jaki czas chcesz ulokować swoje środki. To ma wpływ na wybór strategii i odpowiedniego produktu. Myślisz o emeryturze? Możesz się zdecydować na fundusze inwestujące nawet sporą część pieniędzy na giełdzie. Odkładasz na najbliższe wakacje? Lepsze będzie konto oszczędnościowe lub fundusz rynku pieniężnego.

Nieadekwatne oczekiwania dotyczące stóp zwrotu

Na pewno chciałbyś zarobić fortunę i to najlepiej w tydzień, ale musisz być realistą. Na lokacie trudno dziś dostać więcej niż 3-4 proc., a po funduszu stabilnego wzrostu nie należy spodziewać się 50-proc. zysku w skali roku. Zastanów się dobrze, ile chcesz zarobić, zobacz jakie instrumenty finansowe są w stanie przynieść taki zysk, a potem pomyśl czy jesteś gotów na ryzyko jakie się z nimi wiąże. Jeśli masz zdecydowanie wysoką awersję do ryzyka, musisz niestety zweryfikować swoje oczekiwania co do wysokości zysku. Bez przeprowadzenia takiej analizy możesz źle dopasować inwestycję i srodze się rozczarować. Czasami, oczekując, że na lokacie zarobisz kilkanaście procent, możesz nawet paść ofiarą oszustwa i wszystko stracić.

Czekanie na dogodny moment rozpoczęcia inwestycji

„Myślał indyk o niedzieli, a w sobotę łeb mu ścięli”. To porzekadło każe się zastanowić, jak długo można czekać na wystartowanie z lokowaniem oszczędności.  Nigdy nie będziesz wiedzieć na pewno, czy sytuacja za tydzień będzie lepsza, czy gorsza, czy będzie giełdowa górka, czy dołek. Zamiast czekać lepiej postawić na regularną, np. comiesięczną, wpłatę do funduszu lub w ramach programu inwestycyjno-oszczędnościowego. Wtedy nawet jeśli część pieniędzy zainwestujesz w lepszym momencie, a część w gorszym, dzięki uśrednianiu unikniesz sytuacji, kiedy wszystko wpłacisz w najgorszej chwili, albo że czekając na najlepszy czas przegapisz okazję. Pamiętaj, każdy moment jest dobry, by zacząć oszczędzać, a im wcześniej zaczniesz tym większe kwoty możesz odłożyć.

Próba wygrania z rynkiem

Oczywiście możesz próbować przewidywać trendy, kreślić wykresy analizy technicznej, czytać analizy fundamentalne, czy nawet opracować własny model prognostyczny. Jeśli jednak nie jesteś profesjonalistą, to próba przechytrzenia rynku skończy się zapewne jak gra w kasynie, które jak wiadomo zawsze wygrywa. Szczególnie, że w takich sytuacjach najczęściej ponoszą nas emocje i podejmowane decyzje niewiele wspólnego mają z racjonalnością. Zdecydowanie lepiej jest postępować zgodnie z wybraną przez siebie strategią i realizować z góry określony scenariusz.  Próba przechytrzenia rynku może się skończyć jeszcze większymi stratami.

Brak planu

Musisz mieć wspomniany wyżej scenariusz. Spontaniczność w inwestowaniu to coś, o czym należy szybko zapomnieć. Trzeba się zastanowić nad wspomnianym wcześniej celem i nad tym na jaki czas możesz ulokować pieniądze. Jeśli mowa o regularnych inwestycjach to dobrze przemyśl jaką kwotę możesz odkładać. I najważniejsze: określ wcześniej jaki poziom zysku chcesz osiągnąć i na jaką stratę jesteś gotów. Działaj zgodnie z zasadą „tnij straty, a zyskom pozwól rosnąć”.  Jeśli notowania spadną do założonych poziomów, to szybko zakończ inwestycję. Jeśli zaś udaje ci się wypracowywać zyski, to możesz sobie pozwolić na więcej, dając szansę na ich dalszy wzrost. Wypracowane zyski możesz oczywiście zabezpieczać w trakcie inwestycji albo poprzez ich spieniężenie albo przez przesuwanie  stop lossa (czyli granicy przy której akcje są automatycznie sprzedawane, aby uchronić się przed stratą wynikającą z dalszego spadku kursu) w górę, w miarę jak inwestycja przynosi coraz większe zwroty. W ten sposób pozwalamy zyskom rosnąć, a jednocześnie wciąż mamy wszystko pod kontrolą.

Nieznajomość samego siebie

Jeśli chcesz być dobrym inwestorem, to musisz co nieco dowiedzieć się o sobie samym. Przede wszystkim trzeba znać swój stosunek do ryzyka. Szczególnie w zakresie decyzji finansowych. Nawet, jeśli lubisz ekstremalne sporty, to wcale nie oznacza, że będziesz mieć takie samo podejście do inwestycji. Można poszukać testów, które pomogą ci określić jaka jest twoja wrażliwość  na straty i jakie ryzyko jesteś w stanie ponieść. Jeśli będziesz to wiedzieć, możesz tak dobrać finansowy produkt, by móc spokojnie sypiać, a w kryzysowych momentach nie będą puszczały ci nerwy i unikniesz fatalnych w skutkach decyzji. I pamiętaj - nie ma inwestycji bez ryzyka, a im większy zysk chcemy osiągnąć, tym bardziej musimy się liczyć z tym, że mogą pojawić się straty.

7. Emocjonalne reagowanie na wydarzenia okołorynkowe

Na rynku finansowym liczą się dwie emocje: strach i chciwość. I one będą wpływać na twoje zachowania w stopniu nawet większym, niż jesteś sobie w stanie wyobrazić. Kiedy rynek będzie rósł, twoja chciwość, będzie ci podpowiadała „dokup jeszcze, najlepiej za wszystko co masz, zarobisz więcej”. Tyle tylko, że takie emocje pojawiają się często na giełdowych szczytach, tuż przed odwróceniem się trendu. Czasami z kolei wpadniemy w szpony strachu i kiedy akcje rosną obawiamy się, że pewnie po naszej wpłacie przestaną, że to nie jest dobry moment na inwestycję i tym sposobem możemy przegapić dobrą okazję. Chciwość i strach zwykle też pojawiają się w przypadku giełdowych spadków. Gdy ceny akcji lecą w dół, z jednej strony pojawia się chciwość, która podpowiada, że może warto kupić teraz, gdy jest taniej niż jeszcze niedawno, a z drugiej strony towarzyszy nam strach, czy spadek nie będzie głębszy.
Pamiętaj, że mózg jest bardzo wybiórczy. Jeśli działamy pod wpływem dużych emocji, podejmujemy nieracjonalne decyzje. Widzimy wtedy tylko te fakty, które są zgodne z naszymi emocjami, a ignorujemy te, które im przeczą. Jeśli chcesz być skutecznym inwestorem panuj nad sobą.  Wyłącz emocje i postępuj zgodnie z opracowaną strategią. W końcu chodzi o twoje własne oszczędności.

źródło: informacja prasowa

Kompetencje finansowe (czyli wiedza i umiejętności w zakresie finansów osobistych) .



Klienci banków potrafią zrobić niezłe wrażenie. Trzech na czterech bankowców jest przekonanych, że Polacy mają wysoką lub przynajmniej średnią wiedzę o finansach osobistych. Ale czy tak jest faktycznie?


Pytanie jak ocenia Pan/Pani kompetencje finansowe (czyli wiedzę i umiejętności w zakresie finansów osobistych) osób korzystających z usług banków zadał pracownikom placówek – instytut badawczy TNS Polska. Wyniki wypadły nad wyraz korzystnie. Najwięcej ankietowanych, bo aż 62 proc. odpowiedziało, że klienci mają średni poziom kompetencji finansowych, kolejne 14 proc. uznało, że są one dość wysokie. Jedynie 23 proc. ankietowanych bankowców uważa, że klienci prezentują raczej niski poziom wiedzy, a zaledwie jeden na stu badanych ma bardzo kiepskie zdanie o umiejętnościach finansowych klientów.

Jak oceniłby Pan/Pani kompetencje finansowe
(tj. wiedzę i umiejętności w zakresie osobistych finansów) osób korzystających z usług banków



Źródło: TNS Polska, Monitor Bankowy luty 2014 r.

Wyłaniający się z tych badań obraz bankowego klienta stoi to w zupełnej sprzeczności z wynikami ankiety przeprowadzonej przez TNS Polska kilka miesięcy wcześniej wśród ogółu Polaków (reprezentatywna próba 1000 osób od 18 roku życia). Latem 2013 r. odpowiadali oni na pytanie: „Co zdaniem Pani/Pana Polacy wiedzą o finansach?”. I generalnie z odpowiedzi wyszło, że niewiele. Jedynie jeden na czterech pytanych uważał, że umie przeanalizować warunki i koszty kredytu (24 proc.), podobnie wyszło z rozumieniem zapisów umowy produktów finansowych (26 proc.). Tylko 27 proc. ankietowanych uznało, że wie jak należy postępować, gdy pojawiają się trudności z zapłatą rachunków i spłatą zadłużenia. Na dodatek kłopotem dla badanych była nie tylko analiza kosztów pożyczki i umowy kredytowej, ale sama decyzja „Kiedy warto zaciągnąć kredyt?”. Takie rozeznanie zadeklarowało jedynie 28 proc. pytanych. Nieźle wypadła jedynie ocena umiejętności zarządzania budżetem domowym. W tej kategorii - 57 proc. ankietowanych stwierdziło, że wiedzą jak to robić.

Co zdaniem Pani/Pana Polacy wiedzą o finansach:



Źródło: TNS Polska – „Edukacja finansowa Polaków”, 2013.

Wygląda na to, że wyjątkowo korzystne opinie pracowników banków na temat klientów, to w dużej mierze efekt kreowanego wizerunku. Zamiast koncentrować się na robieniu dobrego wrażenia i podpisywaniu bez mrugnięcia okiem niezrozumiałych dokumentów finansowych lepiej jednak postępować w myśl przysłów: „Kto pyta nie błądzi” albo nawet za każdym razem „Udawać Greka” tym bardziej, że produkty finansowe wciąż się zmieniają i często coraz bardziej się komplikują. Z pewnością z takim dociekliwym nastawieniem załatwienie sprawy potrwa dłużej. Trudno też będzie o zdobycie sympatii odpowiadającego na dziesiątki pytań pracownika banku, ale taka ciekawość z pewnością pozwoli pogłębić wiedzę finansową, albo przynajmniej ją zaktualizować. W efekcie może pomóc w uniknięciu różnego rodzaju dodatkowych opłat i prowizji, z większą świadomością podejść do kolejnych produktów, czy też umiejętnie reagować, gdy pojawiają się kłopoty ze spłatą kredytu.


źródło: informacja prasowa , Halina Kochalska, Open Finance