czwartek, 27 lutego 2014

Polacy wybierają bezpieczne oszczędzanie



Na dobre przeprosiliśmy się z niskooprocentowanymi lokatami bankowymi. W styczniu ich saldo zwiększyło się o 5 mld zł. Popularnością cieszą się również fundusze pieniężne, do których w tym czasie napłynęło 1,1 mld zł.


Saldo depozytów zgromadzonych w bankach na rachunkach gospodarstw domowych wzrosło w styczniu o 6,18 mld zł (1,15 proc. m/m) do 542,66 mld zł. W zdecydowanej większości środki te powędrowały na lokaty terminowe, których stan zwiększył się o 5,03 mld zł (1,94 proc. m/m) do 264,98 mld zł. Wprawdzie wciąż znajduje się na nich o 6,05 mld zł mniej niż rok temu, ale od kilku miesięcy można zaobserwować wyraźny wzrost zainteresowania lokatami. To o tyle istotne, że od września oprocentowanie depozytów (oprócz długoterminowych) utrzymuje stały poziom.

Zmiana salda lokat terminowych gospodarstw domowych i średnie oproc. kwartalnych lokat



Źródło: NBP i Open Finance

Uwagę zwraca, że zainteresowanie lokatami zaczęło powracać dopiero wraz ze znalezieniem się oprocentowania na historycznie najniższym poziomie. Spadek średnich stawek kwartalnych lokat (to najpopularniejsza kategoria) w okolice 2,4 proc. w skali roku sprawił, że klienci ponownie zaczęli wpłacać więcej oszczędności na lokaty niż z nich wypłacano. W efekcie, po czterech ostatnich miesiącach (październik-styczeń), na depozyty terminowe wróciło dwie trzecie tego, co zostało wypłacone od marca do września ubiegłego roku (wycofano wówczas 21,2 mld zł).

Wysokie zainteresowanie względnie bezpiecznymi inwestycjami widać także w przypadku funduszy inwestycyjnych. Powszechnie, jako alternatywę dla bankowych depozytów, uważa się fundusze zaliczane do kategorii pieniężnych. W ciągu ostatnich 12 miesięcy łączne saldo wpłat i umorzeń w ich przypadku wyniosło 6,9 mld zł. To blisko jedna czwarta (22,7 proc.) rocznego salda wpłat i umorzeń dla wszystkich funduszy, które wyniosło blisko 30,5 mld zł.

Napływ kapitału do funduszy pieniężnych w ostatnich 12 miesiącach



Źródło: Analizy Online.

W samym styczniu przewaga nabyć jednostek uczestnictwa funduszy pieniężnych nad ich umorzeniami sięgnęła prawie 1,1 mld zł. Czyni to z nich najpopularniejsze fundusze w segmencie detalicznym, czyli skierowanych do inwestorów indywidualnych. Do funduszy akcji, drugich pod względem popularności mierzonej napływem świeżego kapitału, w pierwszym miesiącu tego roku trafiło niespełna 491 mln zł, a w ciągu ostatnich 12 miesięcy, 3,37 mld zł.

Średnia roczna stopa zwrotu funduszy pieniężnych (na 20 lutego 2014 r.) wyniosła 3,2 proc., przy czym dziesięć na ponad 40 funduszy przyniosło zyski przekraczające 4 proc., a rekordzista zarobił 8,2 proc. Dla porównania, średnia dla rocznych depozytów oferowanych przez banki na początku lutego 2013 wynosiła 4,32 proc., zaś najlepsza oferta opiewała na 5,09 proc.


źródło: informacja prasowa Michał Sadrak, Bernard Waszczyk
Open Finance

Siedem grzechów inwestora


Jeśli chcesz by twoje oszczędności  przynosiły pokaźne zyski, nie wystarczy, że dobrze je ulokujesz. Musisz jeszcze wystrzegać się złych nawyków i pochopnych decyzji – pisze Tomasz Gomółka, ekspert Banku BGŻOptima.

Kupić jednostki funduszu inwestycyjnego? Nic prostszego. Wystarczy pójść do banku, a może nawet zrobić to przez Internet. Jednak, żeby osiągnąć z tego zamierzone efekty w postaci zysków, na pewne rzeczy nie można sobie pozwolić. Poniżej lista głównych grzechów inwestorów. Nie stać cię na ich popełnianie.

Brak świadomości celów inwestycyjnych

Jeśli nie wiesz dlaczego inwestujesz, to nie będziesz w stanie dobrać finansowego produktu do swoich potrzeb. Najpierw musisz wiedzieć, po co to robisz. Znając swój cel będziesz też wiedzieć, jaki jest twój horyzont inwestycyjny, czyli na jaki czas chcesz ulokować swoje środki. To ma wpływ na wybór strategii i odpowiedniego produktu. Myślisz o emeryturze? Możesz się zdecydować na fundusze inwestujące nawet sporą część pieniędzy na giełdzie. Odkładasz na najbliższe wakacje? Lepsze będzie konto oszczędnościowe lub fundusz rynku pieniężnego.

Nieadekwatne oczekiwania dotyczące stóp zwrotu

Na pewno chciałbyś zarobić fortunę i to najlepiej w tydzień, ale musisz być realistą. Na lokacie trudno dziś dostać więcej niż 3-4 proc., a po funduszu stabilnego wzrostu nie należy spodziewać się 50-proc. zysku w skali roku. Zastanów się dobrze, ile chcesz zarobić, zobacz jakie instrumenty finansowe są w stanie przynieść taki zysk, a potem pomyśl czy jesteś gotów na ryzyko jakie się z nimi wiąże. Jeśli masz zdecydowanie wysoką awersję do ryzyka, musisz niestety zweryfikować swoje oczekiwania co do wysokości zysku. Bez przeprowadzenia takiej analizy możesz źle dopasować inwestycję i srodze się rozczarować. Czasami, oczekując, że na lokacie zarobisz kilkanaście procent, możesz nawet paść ofiarą oszustwa i wszystko stracić.

Czekanie na dogodny moment rozpoczęcia inwestycji

„Myślał indyk o niedzieli, a w sobotę łeb mu ścięli”. To porzekadło każe się zastanowić, jak długo można czekać na wystartowanie z lokowaniem oszczędności.  Nigdy nie będziesz wiedzieć na pewno, czy sytuacja za tydzień będzie lepsza, czy gorsza, czy będzie giełdowa górka, czy dołek. Zamiast czekać lepiej postawić na regularną, np. comiesięczną, wpłatę do funduszu lub w ramach programu inwestycyjno-oszczędnościowego. Wtedy nawet jeśli część pieniędzy zainwestujesz w lepszym momencie, a część w gorszym, dzięki uśrednianiu unikniesz sytuacji, kiedy wszystko wpłacisz w najgorszej chwili, albo że czekając na najlepszy czas przegapisz okazję. Pamiętaj, każdy moment jest dobry, by zacząć oszczędzać, a im wcześniej zaczniesz tym większe kwoty możesz odłożyć.

Próba wygrania z rynkiem

Oczywiście możesz próbować przewidywać trendy, kreślić wykresy analizy technicznej, czytać analizy fundamentalne, czy nawet opracować własny model prognostyczny. Jeśli jednak nie jesteś profesjonalistą, to próba przechytrzenia rynku skończy się zapewne jak gra w kasynie, które jak wiadomo zawsze wygrywa. Szczególnie, że w takich sytuacjach najczęściej ponoszą nas emocje i podejmowane decyzje niewiele wspólnego mają z racjonalnością. Zdecydowanie lepiej jest postępować zgodnie z wybraną przez siebie strategią i realizować z góry określony scenariusz.  Próba przechytrzenia rynku może się skończyć jeszcze większymi stratami.

Brak planu

Musisz mieć wspomniany wyżej scenariusz. Spontaniczność w inwestowaniu to coś, o czym należy szybko zapomnieć. Trzeba się zastanowić nad wspomnianym wcześniej celem i nad tym na jaki czas możesz ulokować pieniądze. Jeśli mowa o regularnych inwestycjach to dobrze przemyśl jaką kwotę możesz odkładać. I najważniejsze: określ wcześniej jaki poziom zysku chcesz osiągnąć i na jaką stratę jesteś gotów. Działaj zgodnie z zasadą „tnij straty, a zyskom pozwól rosnąć”.  Jeśli notowania spadną do założonych poziomów, to szybko zakończ inwestycję. Jeśli zaś udaje ci się wypracowywać zyski, to możesz sobie pozwolić na więcej, dając szansę na ich dalszy wzrost. Wypracowane zyski możesz oczywiście zabezpieczać w trakcie inwestycji albo poprzez ich spieniężenie albo przez przesuwanie  stop lossa (czyli granicy przy której akcje są automatycznie sprzedawane, aby uchronić się przed stratą wynikającą z dalszego spadku kursu) w górę, w miarę jak inwestycja przynosi coraz większe zwroty. W ten sposób pozwalamy zyskom rosnąć, a jednocześnie wciąż mamy wszystko pod kontrolą.

Nieznajomość samego siebie

Jeśli chcesz być dobrym inwestorem, to musisz co nieco dowiedzieć się o sobie samym. Przede wszystkim trzeba znać swój stosunek do ryzyka. Szczególnie w zakresie decyzji finansowych. Nawet, jeśli lubisz ekstremalne sporty, to wcale nie oznacza, że będziesz mieć takie samo podejście do inwestycji. Można poszukać testów, które pomogą ci określić jaka jest twoja wrażliwość  na straty i jakie ryzyko jesteś w stanie ponieść. Jeśli będziesz to wiedzieć, możesz tak dobrać finansowy produkt, by móc spokojnie sypiać, a w kryzysowych momentach nie będą puszczały ci nerwy i unikniesz fatalnych w skutkach decyzji. I pamiętaj - nie ma inwestycji bez ryzyka, a im większy zysk chcemy osiągnąć, tym bardziej musimy się liczyć z tym, że mogą pojawić się straty.

7. Emocjonalne reagowanie na wydarzenia okołorynkowe

Na rynku finansowym liczą się dwie emocje: strach i chciwość. I one będą wpływać na twoje zachowania w stopniu nawet większym, niż jesteś sobie w stanie wyobrazić. Kiedy rynek będzie rósł, twoja chciwość, będzie ci podpowiadała „dokup jeszcze, najlepiej za wszystko co masz, zarobisz więcej”. Tyle tylko, że takie emocje pojawiają się często na giełdowych szczytach, tuż przed odwróceniem się trendu. Czasami z kolei wpadniemy w szpony strachu i kiedy akcje rosną obawiamy się, że pewnie po naszej wpłacie przestaną, że to nie jest dobry moment na inwestycję i tym sposobem możemy przegapić dobrą okazję. Chciwość i strach zwykle też pojawiają się w przypadku giełdowych spadków. Gdy ceny akcji lecą w dół, z jednej strony pojawia się chciwość, która podpowiada, że może warto kupić teraz, gdy jest taniej niż jeszcze niedawno, a z drugiej strony towarzyszy nam strach, czy spadek nie będzie głębszy.
Pamiętaj, że mózg jest bardzo wybiórczy. Jeśli działamy pod wpływem dużych emocji, podejmujemy nieracjonalne decyzje. Widzimy wtedy tylko te fakty, które są zgodne z naszymi emocjami, a ignorujemy te, które im przeczą. Jeśli chcesz być skutecznym inwestorem panuj nad sobą.  Wyłącz emocje i postępuj zgodnie z opracowaną strategią. W końcu chodzi o twoje własne oszczędności.

źródło: informacja prasowa

Kompetencje finansowe (czyli wiedza i umiejętności w zakresie finansów osobistych) .



Klienci banków potrafią zrobić niezłe wrażenie. Trzech na czterech bankowców jest przekonanych, że Polacy mają wysoką lub przynajmniej średnią wiedzę o finansach osobistych. Ale czy tak jest faktycznie?


Pytanie jak ocenia Pan/Pani kompetencje finansowe (czyli wiedzę i umiejętności w zakresie finansów osobistych) osób korzystających z usług banków zadał pracownikom placówek – instytut badawczy TNS Polska. Wyniki wypadły nad wyraz korzystnie. Najwięcej ankietowanych, bo aż 62 proc. odpowiedziało, że klienci mają średni poziom kompetencji finansowych, kolejne 14 proc. uznało, że są one dość wysokie. Jedynie 23 proc. ankietowanych bankowców uważa, że klienci prezentują raczej niski poziom wiedzy, a zaledwie jeden na stu badanych ma bardzo kiepskie zdanie o umiejętnościach finansowych klientów.

Jak oceniłby Pan/Pani kompetencje finansowe
(tj. wiedzę i umiejętności w zakresie osobistych finansów) osób korzystających z usług banków



Źródło: TNS Polska, Monitor Bankowy luty 2014 r.

Wyłaniający się z tych badań obraz bankowego klienta stoi to w zupełnej sprzeczności z wynikami ankiety przeprowadzonej przez TNS Polska kilka miesięcy wcześniej wśród ogółu Polaków (reprezentatywna próba 1000 osób od 18 roku życia). Latem 2013 r. odpowiadali oni na pytanie: „Co zdaniem Pani/Pana Polacy wiedzą o finansach?”. I generalnie z odpowiedzi wyszło, że niewiele. Jedynie jeden na czterech pytanych uważał, że umie przeanalizować warunki i koszty kredytu (24 proc.), podobnie wyszło z rozumieniem zapisów umowy produktów finansowych (26 proc.). Tylko 27 proc. ankietowanych uznało, że wie jak należy postępować, gdy pojawiają się trudności z zapłatą rachunków i spłatą zadłużenia. Na dodatek kłopotem dla badanych była nie tylko analiza kosztów pożyczki i umowy kredytowej, ale sama decyzja „Kiedy warto zaciągnąć kredyt?”. Takie rozeznanie zadeklarowało jedynie 28 proc. pytanych. Nieźle wypadła jedynie ocena umiejętności zarządzania budżetem domowym. W tej kategorii - 57 proc. ankietowanych stwierdziło, że wiedzą jak to robić.

Co zdaniem Pani/Pana Polacy wiedzą o finansach:



Źródło: TNS Polska – „Edukacja finansowa Polaków”, 2013.

Wygląda na to, że wyjątkowo korzystne opinie pracowników banków na temat klientów, to w dużej mierze efekt kreowanego wizerunku. Zamiast koncentrować się na robieniu dobrego wrażenia i podpisywaniu bez mrugnięcia okiem niezrozumiałych dokumentów finansowych lepiej jednak postępować w myśl przysłów: „Kto pyta nie błądzi” albo nawet za każdym razem „Udawać Greka” tym bardziej, że produkty finansowe wciąż się zmieniają i często coraz bardziej się komplikują. Z pewnością z takim dociekliwym nastawieniem załatwienie sprawy potrwa dłużej. Trudno też będzie o zdobycie sympatii odpowiadającego na dziesiątki pytań pracownika banku, ale taka ciekawość z pewnością pozwoli pogłębić wiedzę finansową, albo przynajmniej ją zaktualizować. W efekcie może pomóc w uniknięciu różnego rodzaju dodatkowych opłat i prowizji, z większą świadomością podejść do kolejnych produktów, czy też umiejętnie reagować, gdy pojawiają się kłopoty ze spłatą kredytu.


źródło: informacja prasowa , Halina Kochalska, Open Finance